new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

MOJE WŁASNE M2

1 komentarz

Samopoczucie we względnej stabilizacji choć w trendzie spadkowym. Znaczy się jest poniżej normy z widocznymi sygnałami na dalszą korektę w dół. Dużo śpię. Odpoczywam. Staram się dużo chodzić trzymając formę. Chudnę. Spodnie spadają i o dziwo, mogę się zapiąć w te, w które nie mogłem się wbić kilka miesięcy temu.
Poznaję coraz to nowych ludzi. Dla wielu z nich jestem fizycznie bardzo atrakcyjny. Intelektualnie rownież. Jest jednak coś co mi w tym wszystkim przeszkadza. Demonizowanie mojego nosicielstwa.
W poniedziałek idę na marsz ku pamięci zmarłych na AIDS i zakażonych wirusem HIV. Chwila refleksji. Czy to wciąż jestem ten sam „JA”? Przybyło mi kilka zmarszczek, trochę zmartwień na twarzy ale wciąż w sercu noszę wciąż te same wspomnienia.
Nie myśle teraz o samobójstwie mimo, że nie mam siły na dalsze życie. Nie widzę sensu życia. Dobrze mi z samotnością. Czasami trudno mi jest wytrzymać z samym sobą nie mówiąc już o drugiej osobie. Moje cztery ściany i Ja. Moje eldorado, którego jeszcze nie mam.

SENS

Brak komentarzy

Ostatnio wiele czasu spędzam w łóżku. Dużo śpię. Nawet w ciągu dnia muszę się położyć. Nie wiem czy to spowodowane jest obniżoną odpornością organizmu czy faktem, że coś zaczyna się niedobrego dziać. Biorę na przeczekanie. Możliwe że w przyszłym tygodniu pójdę na badania i wszystkiego się dowiem.
Ostatnio miewam bóle głowy. Chwilami zastanawiam się od czego i z czego. Różne rzeczy mi wtedy przychodzą na myśl. Staram się wmawiać sobie że wszystko jest ok i że jednak życie ma jakiś sens. Naprawdę? Ciekawe. Jakoś nigdy o tym wcześniej nie słyszałem. Chyba opublikuję to w jakimś czasopiśmie naukowym i dostanę nobla. Wow. Geniuszem bije ode mnie na wielkość czcionki.
Dziwnie ratuję swoje dobre poczucie nastroju. Kapryszę niczym kobieta w ciąży. Jednak się boję. Nie jestem jeszcze gotów na przyjmowanie lekarstw.

Głupota nie zna granic. Wraz z atakiem zimy zaatakowała i mnie.
Spadł pierwszy śnieg. Nastały chłody. Mnie coś atakuje i nie wiem co. Musiałbym pójść na badania bo chyba coś dzieje się w moim organiźmie. Ostatnionie zbadali mi poziomu wiremii bo były jakieś problemy w laboratorium. CD 4 w normie, jednak obawiam się że mogło się coś poważnie zmienić. Nie chcę panikować ale ostatnie uczucie zmęczenia zaczyna mnie mocno niepokoić. Mam nadzieję że jest to związane z przemęczeniem i ogólnym niedożywieniem, nieracjonalnym odżywianiem aniżeli z poziomem wiremii w moim organiźmie czy obniżeniem poziomu komórek CD4.

Przestało mi zależeć. Doszedłem do wniosku, że nie chce mi się żyć. To nie jakaś depresja albo myśli samobójcze. Po prostu z czystego egoizmu nie chce już żyć. Czy aby na pewno jest to egoizm? Rzekłbym nawet przekora. Taki maleńki kaprys dnia, chwili. Tylko nie bardzo wiem jak to zrobić. Kolejna rozterka, problem, bolączka. Boję się wieszać. Pistoletu nie mam, rzucać pod pociąg się nie chcę. Tabletki? Najpierw trzeba je mieć. Podobno przedawkownie dopalaczy, które są legalne w pewnym kraju nad Wisłą powoduje zgon. To już coś. Taka maleńka śmierć za bagatela 150 – 200 zł. I to w dobie kryzysu. Czysty zysk.
Moja rodzina już została poinformowana, że nie chcę kwatery w parku sztywnych. Kichnąć i rozdmuchać na cztery świata strony. Moja ostatnia wola wyjaśnia, skąd bierze się kurz na ziemi.

Odpoczywam. Po ciężkiej pracy naprawdę odpoczywam. O godzinie 18 czuję takie zmęczenie i senność że nawet ochrzan mojego szefa nie jest w stanie mi podnieść ciśnienia.
Czuję się dziwnie bynajmniej będąc pozytywnym, mam większe powodzenie niż będąc zdrowym. Chwilami mam wrażenie, że powinienem zmienić pracę na burdel. Może nie tak dosłownie ale jako escort boy to tak. Czyżby wirus miał w sobie magiczną moc przyciągania drugiego człowieka wydzielając niewykrywalne zapachy lub bodźce pobudzające do zachowań seksualnych? Pan A. jest kolejnym mężczyzną który mnie pocałował ostatnio. Na wieść o moim statusie pogładził mnie po policzku, uśmiechnął się i rzekł: nie ma problemu. No i zaczęliśmy się całować. Zabawna sytuacja. Bo Ja żadnego większego podniecenia nie czułem. Pakowanie się w takie sytuacje to pewnego rodzaju obrona przed swoją intymnością. Bym nie mógł zobaczyć co mi w środku w duszy gra. Czyżbym miał puszczalską naturę?

Po dzisiejszym dniu spędzonym w pracy, kolana odmawiają mi posłuszeństwa. Nawet przesiadka z metra na metro po ruchomych schodach sprawiały mi ból. Co jak co, ale nie jestem przyzwyczajony do 12 godzinnego maratonu – biegając na jednych swoich nogach. W pewnym momencie przysiadłem sobie na stosie cegieł na głównej ulicy, wyciągnąłem swój lunch i wcinałem, popijając herbatę z termosu. Przechodnie przypatrywali mi się z wielką uwagą zastanawiając, co tym razem się promuje na deptaku. Wyglądało to zabawnie. Jednak jestem potwornie zmęczony.
W między czasie poznałem Pana A. To chyba kolejny Pan A. Wpadłem mu w oko. Zaprosił mnie na herbatę. Skorzystam z zaproszenia.
Innym razem odezało się kolejnych paru Panów. Jednak większa ich część chce zaciągnąć mnie do łóżka i nie przeszkadza im hiv. Proponują nawet zabawę bez kondomów.  To się nazywa wyzwanie i poświęcenie. Sam nie wiem co jest ważniejsze. Ja, czy inni. Może do końca życia zostanę rozprawiczoną dziewicą? A może się ożenię… Jednak bliżej mi chyba do mężczyzn. Chyba a może więcej niż bardziej. Wolę pozostać na środku. Nie zakładać niczego w tej materii. I tak nie zamierzm długo żyć. No i zbyt wiele „chyba” jest w moim życiu.
Czas na sen.

SEN(NY)

1 komentarz

Niewiele się zmienia. Niby świat kręci się dookoła a Ja mam wrażenie jakbym utknął w miejscu. Zacząłem chodzić na terapię. Nie podejmuję tam żadnych istotnych kwestii. Ot takie bablanie o tym co gdzieś tam w środku mnie gryzie. Gryzie niewiele choć kąsanie boli.
Nie wiem co mam dalej zrobić. Nie widzę żadnej perspektywy dla siebie. Jedyna myśl jaka mi przychodzi do głowy to zakończenie „jakiejś” egzystencji. Dobre określenie: „jakiejś”. Z praca tak sobie. Rzekłbym nawet że co to za praca która fakt daje pieniądze choć nie pozwala na swobodne utrzymanie się i komfort swojego m1 lub m2. Nie chodzi o to, że nie mam siły żyć ale o fakt, że nie chce mi się już. Wyobrażam czasami sobie, jak pięknie byłoby już się nie obudzić.


  • RSS