new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

Zaczął padać deszcz. Słońce schowało się za chmury. Nastrój się nie polepszył i wciąż rządzi mną niepewność o jutro. Chwilami mam wrażenie, że do niczego się już nie nadaję. Upływa czas i tak naprawdę poza tym, że wszystko się zmenia – pozostaje wciąż takie same. Chciałbym uciec jak najdalej. Zasnąć i już się nie obudzić. Przyznanie się do samego siebie i swoich słabości staje się dla mnie nie lada wyzwaniem. Wszystko już wiem i w zasadzie nic. Dalej nie dopuszczam do siebie możliwości a raczej faktu bycia zakażonym. Traktuję siebie jako całość i pewną część która jest skażona. Próbuję znaleźć zajęcie by zacząć tworzyć i wprawiać słowa w czyny. Tworzyć coś co będzie nie tylko pożytkiem dla mnie ale i dla innych. Chciałbym na powrót być zdrowy. Tak bardzo bym chciał.

Szara egzystencja. Skandalem byłoby nazwać to życiem. Szukanie pracy pozostawiam losowi. Szukam nadal ale nie aż tak desperacko. Wyrażam przekonanie, że już niedługo nadejdzie.

EWOLUCJA

Brak komentarzy

Siedzenie i czekanie na śmierć jest nudne od niej samej. Rozpatrywanie wszystkich za i przeciw powoli przestaje mi się podobać. Taka monotonia. Wpatruję się tempo w monitor, zażeram spirulinę na wzmocnienie układu odpornościowego, zapijam się colą  wcinając co rano moje ulubione płatki z mlekiem. Wszystko według wskazań dietetyków. No i oczywiście do płatków kawa. Brakuje mi tylko papierosa bo o alkoholu już nie wspomnę, że zapijam się już prawie od tygodnia. Nie mam już ochoty na nic. Dopada mnie taka beznadzieja, pustka i niemoc z którymi coraz trudniej sobie radzę. Mam gdzieś nadjeżdżający samochód. Nawet nie obawiam się spadającej gałęzi. Obojętność pełną parą. Nawet nie chce mi się umówić z nikim na sex. Męczyłoby mnie tłumaczenie: Cześć. Mam ochotę się stuknąć ale mam taką małą niespodziankę – HIV. Przygarnij wiruska.
Cholerne geny i mutanty natury. Gdyby nie ewolucja to nikt by nie robił wielkiej sprawy z wirusów. Masz wirusa? To spoko. Przekaż go innym albo pozostaw sobie. Albo jak Ty masz innego to chodź, wymienimy się. Chwilami mam już tak dosyć, że lina bliższa jest memu sercu niż własne żyły. Gdyby tylko dało się zasnąć i już rano nie obudzić. Gdyby tak dało się opuścić ciało na zawsze bez cierpienia.

BŁOGI SEN

Brak komentarzy

Mam dosyć wszystkiego. Jestem zmęczony życiem i tym co się wokół mnie dzieje. Rzuciłem pracę. Teraz nie mogę znaleźć nowej. Wysyłam CV i wysyłam a tu jak do tej pory tylko jedna rozmowa o pracę. Brakuje mi już cierpliwości. Mam ochotę tak poprzeklinać na cały świat że chwilami brakuje mi już niecenzuralnych słów.
Jak nie urok to co innego. Znudziło mi się żyć a z drugiej strony jedna z miłości mojego życia napomina coś o ślubie. Jesteśmy w podobnym wieku a i obydwoje samotni. Przynajmniej pobierając się zachowamy pozory normalności w całej tej nienormalnej rzeczywistości. Nie wiem co będzie dalej. I nie chcę sobie wyobrażać jutra. Odczuwam jednak strach przed nieznanym który do niedawna nie był mi znany. Chcę zasnąć i już się nie obudzić.

OBIETNICA

1 komentarz
„Jeśli pozwolisz mi odejść obiecuję Ci, że nigdy już nie wrócę”

Dosyć często zaczynam mieć wrażenie że zbliżam się do okna i już niedługo znajdę się na parapecie. Mam już dosyć swojego życia. Boże! Dlaczego mnie tak doświadczasz? Co Ja Ci takiego zrobiłem? Czy tak bardzo mnie nienawidzisz że mnie tak karzesz? Nie mam już sił by mierzyć się z losem. Chcę już zasnąć i nigdy się nie obudzić. Chwilami mam wrażenie, że nienawidzę siebie i swojego ciała. I tego całego gówna które we mnie krąży.

Za kilka godzin mam samolot. W zasadzie wszystko już spakowane. Jeszcze tylko pare drobiazgów i mogę jechać.
Znalazłem linkę. Taką do wiązania porządnych rzeczy – a może i ludzi podczas niegrzecznych zabaw. Skręciłem pętelkę. Założyłem na szyję próbując wyobrazić sobie wszystko to, co czuje przyszły wisielec. Teraz już wiem, że pewien ucisk. Zrobiło mi się smutno. I chyba już wiem dlaczego.

Mały zgrzyt i po sprawie. Chrupnięcie przeskakujących kości i koniec. Przeraża mnie umieranie choć sama śmierć nie jest już taka straszna. Boję się pozostawionej po sobie pustki. Teoretycznie nie powinno mnie to już obchodzić bo i czym miałbym się przejmować. Z drugiej jednak strony przygotowywać się to strasznie niezręczna czynność. Pojawia się strach i pytanie co dalej. Powoli brakuje mi sił i chęci. W zasadzie jestem już przygotowany na każdą ewentualność. Mam nadzieję że obiorę właściwą drogę.

RANDKA

Brak komentarzy

Wcale mnie nie już nie cieszy przeglądanie ogłoszeń matrymonialnych. Osobiście nie mam żadnych uprzedzeń jednak dochodzę do wniosku, że żadna z orientacji seksualnych nie odpowiada mi na tyle, bym mógł podążać obranym tropem. Wszystkim można coś zarzucić. Gejom ich wyniosłość i głupotę. Biseksualistom ich dualność a heteroseksualistom… hmmm no cóż brak higieny. Na komunikatorze dopadł mnie ksiądz twierdząc że teskni za mną mimo, iż nigdy się nie spotkaliśmy. Na stronie wyskakują co rusz komunikaty od kobiet, z którymi w życiu nawet nie korespondowałem. A na komórkę dobija się biseksualista który pali dużo papierosów, jest zadbany ale ma przeogromne problemy z językiem polskim.
Przysiadłem na łóżku z wrażenia. Może się starzeję i dziadzieję? A może faktycznie spotykam na swojej drodze takich ludzi z których mogę powyszydzać sobie? Stwierdziłem, że w obecnej sytuacji nic mi nie pomoże i niczego już nie zmienię po za jednym. Mogę ukoić żal ściskający odbyt małą porcją lignokainy.
W tej całej sytuacji zaskoczyła mnie F. która pytała czy się nie boję. Niby czego? Że ktoś mnie przeleci bez gumy? Transakcja wymienna. On mi swoją spermę, Ja jemu wirusa. Czy mnie może pobić? Może. Uszkodzi mi skórę, będzie krew. I znowu ta ekonomia. A nawet gdyby mnie ktoś zabił… najnormalniej na świecie wyświadczyłby mi przysługę. Jak nie seks to śmierć. Jakby nie patrzeć i tak wychodzi na moje. A w życiu już staram się kierować zasadą: jeśli nie na moje to na czyje? Właśnie. Brak chętnych.

Przekonywanie siebie że wszystko jest ok i że wszystko będzie dobrze jakoś nie należy do moich mocnych stron. Nie należę do pesymistów jednak zarzucanie siebie górnolotnymi stwierdzeniami że jutro będzie lepiej nie napawa mnie optymizmem. Nie wnosi niczego nowego do mojego życia. Gdyby zamiast tego ktoś powiedział mi że A. jutro się ze mną spotka i zostanę u niego na noc a w nocy będziemy się kochać to byłaby jedna z lepszych wiadomości wieczoru i jutrzejszego dnia. Niestety cisza na morzu i muszę się zadowolić albo sam od pożyczenia sobie wszystkiego naj aż po masturbację albo modlenie się o spotkanie.
Na jutro zapowiadała się również impreza która mogłaby zakończyć się udanym seksem. Niestety główny uczestnik się rozchorował i z seksu tzn. z imprezy nici. Jeszcze jedna modlitwa i zostanę błogosławionym. Nie dość że z pracą jest jak jest to jeszcze celibat puka do mych drzwi. Dostałem nawet zaproszenie na seks z kobietą. I wszytsko byłoby dobrze gdyby nie to, że mielibyśmy obserwatorów bo jej kochanek lubi patrzeć jak jego kobieta uprawia seks z innym. Nie mam nic przeciwko temu. Ale ostatnio coś nie jestem w nastroju na takie pokazówki. Gdyby nie HIV zapewne wybrałbym się do jakiegoś klubu na spec orgię i zapomniał o całym świecie. Niestety nie jest to takie proste. Coraz bardziej zastanawiam się nad dalszym sensem tego wszystkiego. Coraz mniejszy sens wszystkiego. A czas biegnie dalej.


  • RSS