new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Pobrano ode mnie prawie 10 probówek krwi do badania. Zważono, zmierzono na wszelkie możliwe sposoby i wpatrywano się w moje oczy nieprzyzwoicie długo. Nie mam nic przeciwko wpatrywaniu się w nie przez osobę S. Podczas pobierania krwi przyszedł i wypytywał się czy wszystko w porządku i czy mam do niego jeszcze jakieś pytania. Przez rozpiętą koszulę widać było klatkę piersiową z braku podkoszulka. Nie mówiąc już o brzuchu który widoczny stał się dzięki fałdom koszuli przy guzikach. Chyba to zauważył ale dalej wpatrywał się w moje oczy. Na koniec uścisnął mi dłoń i wyszedł. Prawdopodobnie zechce mnie jeszcze raz zobaczyć przy omawianiu wyników.
Wróciłem do domu. Zaczęło mnie boleć gardło. Znowu. Mam nadzieję, że to nie nowa infekcja.

O dziwo jestem we względnie dobrym nastroju. Zastanawiam się tylko czy jest to sprawka tabletek uspakajających które zjadam niczym dropsy, czy też faktycznie staje się cud i zaczynam sobie radzić z problemami.
Niedługo idę znowu na badania. Ciekawe co tym razem wyjdzie. Nie chcę nawet myśleć o tym. Nie czuję się jeszcze na siłach by przechodzić to, co ostatnim razem.
Dzisiaj zajadam się pączkami. Urządziłem sobie tłusty wtorek. W końcu to nie moja wina, że zabrakło pączków we czwartek. Zapijam się herbatą. Napięcie seksualne ustępuje. Nie chce mi się absolutnie nic. Niby jakaś motywacja we mnie jest jednak ulatniająca się ze mnie siła wprawia mnie w ogólne osłabienie. Nie dostrzegam już ważnych niegdyś dla mnie priorytetów i zadań na przyszłość. Szarość zagościła na dłuższy czas – niczym wakacje stulecia. Jest tak sobie by nie powiedzieć źle. Dawno, chyba nigdy tak nie było jak teraz. Nigdy wcześniej nie czułem się taki zagubiony. Chyba jednak sprawdza się powiedzenie, że zawsze może być gorzej. No i jest.

Chwilami mam wrażenie, że słowa nic nie znaczą i wszystko to co się staje nie ma najmniejszego sensu. Jestem już bardzo zmęczony. Nie mam siły na nic. Albo mam problemy ze snem albo odzywa się we mnie pragnienie głębokiego śnienia. Zasnąć i już się nie obudzić. Chciałby aby to wszystko było prostrze. Miałbym wtedy poczucie kontroli sytuacji. Wiedziałbym że cokolwiek się zdarzy może zostać przerwane przeze mnie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika to co niechciane i czaruje się to, czego się pragnie.

Niebezpiecznie szybo zbliżam się do granic swoich możliwości, cierpliwości i wytrzymałości psychicznej. Naprawdę nie chcę już żyć. Już mi nie zależy.

Pogoda powoli sie poprawia. Temperatura powietrza w wysokości 15 stopni w powyżej zera napawa optymizmem. Dwugodzinny spacer dotlenił mój organizm. Powoli wracam dozdrowia i z każdym dniem coraz intensywniej szukam pracy. Cieszy mnie fakt tego, że jakoś wszystko powoli się toczy do przodu i mam nadzieję, że jednak ruszy na dobre. Żyć nadal mi się jakoś nie uśmiecha ale panicznie nie dążę do samounicestwienia. Już gdzieś to słyszałem: wszystko będzie dobrze.

Piątek i w dodatku 13 – go. Zdycham w łóżku walcząc z gorączką. Cholerny spadek odporności i głupie przesądy. Dobrze że na czas wziąłem antybiotyk, bo inaczej wyjściez łóżka, zajęłoby mi nawet dwa tygodnie. Zauważyłem, że odkąd jestem hiv dodatni gorzej znoszę przeziębienia czy innego rodzaju infekcje. Najlepsze w całej tej sytuacji jest to, że dopadło mnie pod koniec tygodnia. Przynajmniej mam czas na wykurowanie się. Obawiam się tylko, że zaplanowane na week – end spotkania będę zmuszony odwołać.
Jestem tak padnięty, że nie mam nawet siły przeglądnąć dzisiejszej gazety w poszukiwaniu pracy. Odłożę to na jutro. Przynajmniej nie będę tak skołowany jak obecnie i trzeźwość umysłu będzie na odpowiednich obrotach.
Zadzwoniłem dzisiaj do kliniki umówić się na kolejne badania kontrolne. Pani była tak miła i sympatyczna że ktoś mógłby odnieść wrażenie, że HIV to zaszczyt. Mimo wszystko mam ndzieję, że wyniki będą jeszcze lepsze niż poprzednio. Łykam hawajski specyfik na wzmocnienie odporności więc akurat będzie okazja, by sprawdzić jego skuteczność. Jednak sam już nie wiem czy gdybym był negatywny, nadal chciałbym żyć i nie tracić woli życia.

Mijają kolejne dni. Po raz drugi będę się zwalniał z pracy, którą już kiedyś rzuciłem. Śmiesznie to brzmi tak ogólnie, jak również w obliczu braku perspektywy szybkiego, nowego zatrudnienia. Staram się by nie opuszczała mnie nadzieja. Wmawiam lub raczej utwierdzam się w przekonaniu że jeszcze wszystko przede mną. Że jeszcze nie wszystko stracone i żedobre zdrowie będzie mi dopisywać przez wiele wiele lat, nowa praca pojawi się w przeciągu kilku następnych dni i wreszcie będę na swoim.
Kolejne próby nowego życia przypominają mi dobre czasy studenckie, gdzie zabawa, rozsądek i ogólny brak poczucia rzeczywistości przeplatały się wzajemnie dając kolorowy obraz spełnienia. Tak, to było dobrych kilka lat temu. Teraz jest każdy dzień i polowanie na pracę. Męczy mnie już wszystko. Nie mam siły się nawet uśmiechać. Nie chce mi się o nic starać. I choć wiem że wszystko ma swój sens i przeznaczenie, nie przeraża mnie fakt dosięgnięcia i mnie. Na każdego kiedyś przyjdzie pora. Kilka lat w tą czy kilka dni w tamtą. Najważniejsze jest to, by w porę się wycofać. Nie chcę bronąć w coś, co sprawi że znajdę się w ślepej uliczce. Nie chcę się miotać jak zranione zwierzę. Wiem że wtedy będzie bolało.

Wczorajsze grzane wino rozgrzało na tyle, że w nocy w ogóle nie zmarzłem. Dzisiaj wybrałem się na spacer do palmiarni. No i zmarzłem. Zaczęło wiać i sypać śniegiem. Posypało 3 minuty ale wiało bez przerwy. Wróciłem do domu. Ugotowałem obiad. Wziąłem prysznic. Usiadłem przed telewizorem no i zacząłem się źle czuć. Albo jest mi zimno albo zaczyna mnie brać jakieś przeziębienie. Samopoczucie jakie było takie jest nadal. Nawet już mi nie zależy by się coś w tej materii zmieniło. Nie wiem co będzie dalej. Nie chcę teraz o tym myśleć.


  • RSS