new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2009

Jeszcze tylko tydzień… W międzyczasie moje serce szaleńczo wyrywa się do pewnego mężczyzny którego poznałem już jakiś czas temu i z którym spotykamy się przynajmniej raz na dwa tygodnie. Pamiętam dzień w których chciał mnie pocałować. Odparłem, że muszę mu coś powiedzieć. Co to takiego – spytał speszony. Odparłem że coś poważnego i żeby lepiej się zastanowił czy dalej ma ochotę by mnie pocałować. Coraz bardziej wystraszony powiedział bym wreszcie wyrzucił to z siebie. Odparłem krótko i rzeczowo jak korespondent wojenny przekazujący złe wieści z pola bitwy, mam HIV. Usiadł w fotelu. Spojrzał na mnie. Wyciągnął dłoń i pogładził mój policzek. Obydwaj zaczęliśmy płakać. Po kilku minutach wstał. Złapał mnie za rękę i szepnął do ucha: chodź ze mną. Nie żałuję.

Zewsząd dobiega mnie echo przypominające o wyznaczeniu kolejnego terminu badań. Z jednej strony podchodzę do tego z lekkim lekceważeniem. Z jednej strony myśl że jakoś to będzie z drugiej jednak troska o to co jutro. Nie powiem że się nie boję ale proces asymilowania informacji w tej materii przebiega ze znacznym opóźnieniem. Zostawiam to biegowi czasu. Upływające dni, tygodnie, miesiące i lata powoli zaczynają robić swoje. Zdaję sobię sprawę że najcięższa konfrontacja jeszcze przede mną. Rozmyślania o nadzieji i coraz to nowszych informacjach o badaniach nad HIV nie pozwalają mi na zbyt łatwe poddanie się. Nie jestem tym usatysfakcjonowany gdyż zawsze kiedy spadam coraz niżej pojawiają się doniesienia o nowych lekach czy odkryciu kolejnej tajemnicy wirusa dzięki czemu naukowcy są bliżej niż dalej. Cieszy to nie powiem. Ale co będzie dalej? Gdy już się okaże, że jestem zdrowy? Prawdopodobnie przyjdzie mi rozpocząć życie na nowo. Zbudować fundamenty i wypełnić wnętrze radością i miłością.
Nie wyobrażam sobie życia bez wolnej woli.

Myślałem że w pracy najgorsze już za mną. Po kilkunastu godzinach w zasadzie przyczołgałem się do mieszkania i przysiadłem. Marnej jakości odpoczynek i pizza na kolacje wcale nie dodały mi skrzydeł. Zatopiony w codziennej lekturze natrafiłem na informacje o przełomie w badaniach nad opracowaniem szczepionki na HIV. Zakręciła mi się łza w oku. Umysł opanowała myśl że jednak jest jakaś nadzieja. Jakaś szansa. Z drugiej strony jak zimny prysznic dopada mnie niepokój. Co będzie jak nie doczekam? Staram się przeciągać w nieskończoność termin kolejnych badań. Boję się spoglądania na kolejne diagramy i wykresy które procentowo określają liczbę kopii wirusa a także ilość komórek CD4 i CD8. Czytając to co napisałem mam wrażenie że przeglądam listę przebojów. Nie wiem co byłoby gorsze: słuchanie czy posiadanie.

Gdybym wiedział jak pokonać siebie byłoby mi łatwiej żyć. Logicznie rzecz ujmując niedorzecznością jest powyższe stwierdzenie. Wiedząc jak pokonać siebie wiedziałbym jak umrzeć. Wiedząc jak umrzeć życie praktycznie się kończy. Z każdym dniem boję się coraz bardziej. Konieczność zażywania lekarstw jest nie do przyjęcia w obecnym stanie mojej psychiki. Wciąż uciekam przed sobą i konfrontacją że wirus jest częścią mnie. Odejdzie wtedy, gdy umrę. Dramatyzm chwili brzmi poważnie mimo, że wcale taki nie jest. Mam przed sobą wiele lat życia. Ale co to za życie… jakby nie moje. Jeszcze długa droga przede mną do zaakceptowania sytuacji w której się znalazłem. Czasami na krótko przed snem snuję plan ucieczki. By się spakować. Nie mówiac ani słowa wyjaśnienia wyjechać. Zdechnąć gdzieś pod płotem w akompaniamencie przejeżdżających samochodów. Wbić za wczasu krzyż w ziemię zanim wezmę ostatni oddech. Zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że moje życie właśnie się wypełnia.

KRZYK

Brak komentarzy

Miałem się wcześniej położyć spać. Oczywiście nic z tego się nie spełniło. Jest 30 minut po północy a ja wciąż kwitnę przed komputerem w nadzieji że wydarzy się coś co… Czasami żałuję że moje serce mnie nie słucha. Że właśnie w najbardziej nieodpowiednim momencie rozum się poddaje i ulega uczuciom. Stan nieważkości który odczuwam w moim wnętrzu wynika z nieoczekiwanego zwrotu w moim życiu i to w chwili gdy najbardziej modliłem się o śmierć. Coś się wydarzyło i przestałem. Popadłem w obojętność. Jednak na nowo pragnienie śmierci jest silniejsze od rzekomej obojętności tu i teraz. Lekka zwyżka uczuć wywołała u mnie lęk wysokości. Chcąc uciec zamykam oczy i z wewnętrznym spokojem oczekuję powiewu wiatru który popchnie mnie w przepaść. Z uśmiechem mówię do siebie żegnaj i nagle sie budzę. Marzenia na jawie. Niczym wypowiedziane przy zdmuchiwaniu świeczek z urodzinowego tortu na którym z roku na rok ich przybywa. Chyba dobiłem już tego wieku w którym nie chcę już więcej. Marzę by zasnąć i się już nie obudzić.

ALUZJA

Brak komentarzy

Pogoda się porawia. Słońce wychodzi nieśmiało z za chmur. Ogarnia mnie ostatnio poczucie niesprawiedliwości która rzekomo mnie spotkała. Pokrzywdzony przez los próbuję się wyrwać ze szponów wirusa. Koleżanka z pracy powiedziała że wyglądam bardzo dobrze. Odparłem że to zasługa choroby. Nie zrozumiała aluzji. Szkoda. Byłoby miło podyskutować o tym. A jeszcze śmieszniejym jest fakt jej przekonania, że nic mi nie jest. Niektórych dotyka szczyt głupoty a niektórzy nawet szczytują.


  • RSS