new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

Dzień wizytacji. Zebranie i ogólne wprowadzenie co gdzie kiedy i jak. Głęboka woda i szalupa ratunkowa. Obok pływające koła ratunkowe i ratownicy. Co za życie.

Przeprowadzka dobiegła końca. Rozpakowane rzeczy, wysprzątane mieszkanie. Nowe. Tylko ja i mieszkający we mnie wirus jakby wciąż stare. Opadają we mnie jakiekolwiek emocje. Podchodzę do siebie w stylu: bywa. Takie życie. Krzycząc przez łzy że nie dla mnie. Źle się czuję. Gardło zaczyna pobolewać i ogólne zmęczenie dopada. Gorący prysznic i zimne łóżko. Jakiś substytut kostnicy i pieca. Przynajmniej nabiorę wprawy. Wolę umrzeć przygotowany niż dać się zaskoczyć.

Zanurzam się w muzyce klasycznej. Przynajmniej na chwilę mogę się wyciszyć i poskładać myśli. Staram się nie myśleć o chorobie i wszystkim z tym spraw związanych. Staram się unikać chwil w których choć na chwilę muszę zapomnieć o tym kim jestem. Boję się chwili w której przestanę wierzyć w siebie.

CHWILA

Brak komentarzy

Jeszcze chwila i pójdę wreszcie spać. Odpoczynek mi się należy. Muszę odsapnąć trochę i pozbyć się stresu ostatnich dni. W zasadzie nawet dobrze się czuję ale daleko mi do idealnego samopoczucia. Zasnąć zasnąć zasnąć. Silniejsze od czegokolwiek.

JOGA

Brak komentarzy

Ostatnie kilka dni w pracy były bardzo stresujące. Stres obniża mi odporność a co się z tym wiąże rówież samopoczucie. Nie mam siły by żyć. Jakiś czas temu czytałem że jogini potrafią wstrzymać oddech i umrzeć świadomie. Coś mi się wydaje że zacznę praktykować.

WIECZNY

2 komentarzy

Dopadł mnie obniżony nastrój. Chwilami zastanawiam się czy aby nie za dużo pracuję bo i w pracy mały stres no i oczywiście niewystarczająca ilość snu co przekłada się na wypoczynek. Jeszcze chwila i niedługo się położę spać. Mam nadzieję że dzisiaj nic mi nie przeszkodzi we śnie. Kto wie, może ten sen przerodzi się w wieczny?

W pracy ktoś rzucił tekstem by być bardziej pozytywnym. Tak tak. Już widzę te kolejki przed gabinetem pielęgniarek które dzierżą w swoich dłoniach szpryce z hiv i z uśmiechem po zastrzyku powtarzają:nie ma to jak pozytywny zastrzyk energii co dnia. Na mojej twarzy pojawił się bardzo znaczący grymas zniesmaczenia. Zauważyła to B. i zapytała mnie co jest, odparłem że wszystko jest w porządku ale nie lubię całej tej propagandy i że najwyraźniej się starzeję bo pajacowanie z głupawym uśmiechem na ustach mnie nie bawi. A ze swojej perspektywy samo słowo „pozytywny” działa na mnie jak płachta na byka. Zbyt mocno kojarzy mi się z HIV.

PAPIERY

1 komentarz

Wierzę bez przekonania że jeszcze wszystko się ułoży i będzie dobrze. Takie oszukiwanie siebie że człowiek może żyć wiecznie. Nie wydaje mi się bym pragnął być nieśmiertelny. Moje ciało niewiele już zniesie a ja w dalszym ciągu nie jestem przekonany do tego co słuszne i właściwe. Patrząc na to co dzieje się w pracy czasami wątpię po co to wszystko. Przecież i tak wszyscy skończymy albo w piecu albo w piachu. I jak na złość co chwila przybiegali i wołali o pomoc. Nie mam nic przeciwko pomaganiu ale sterta papierów do wypełnienia czasami mnie nudzi i fakt że ludzie czasami nie potrafią docenić tego co się dla nich robi. Żyć im źle i zdechnąć również. A co ja mam powiedzieć? Nawet nie pozwolą mi umrzeć tak jakbym chciał. Złośliwość rzeczy martwych. Zastrzyk energi z plusem. Blahhhh brzmi paskudnie.

Od jakiegoś czasu niepokoją mnie małe zmiany na skórze. Cały czas próbuję zganiać to na karb stresu i ogólnego zmęczenia. Albo już dopada mnie wiek średni. Koleżanka w pracy stwierdziła że powinienem się umówić na randkę a nawet gdyby jednak coś zaszło to byle nie z kobietą bo za 9 miesięcy dostanie się spadek a po co w tak młodym wieku… Spojrzałem na nią z niedowierzaniem a ona odparła – nie musisz iść na całość. Lizanie czegokolwiek i spanking na początek powinny wystarczyć. Stanąłem w wielkim osłupieniu i tylko się uśmiechnąłem mówiąc do siebie w myślach, szkoda że mam HIV. Może to i dobra propozycja bo wciąż jeszcze mogę.

Bywają takie dni w pracy gdy nic mi się nie chce. Czasami ludzie spoglądają na mnie w nadzieji że jednak spojrzę na nich łaskawym okiem. Proszę usiąść. Z czym Pani/ Pan do mnie przychodzi? I zaraz… następny z kolejki proszę. Co to za życie gdy się nie chce żyć i to że innym jakoś dawać nadzieję na to że jednak ciało zniesie wiele.
Rozmawiając z koleżanką w pracy rzuciłem że nic mi się nie chce i że jestem jakiś taki rozlazły. Spojrzała na mnie i warknęła: seksu ci trzeba i odeszła. Dziękuję bardzo za taką diagnozę. Nie wychodząc z gabinetu sam mogłem sobie ją postawić. Próbowałem się nawet zatrzymać na chwilę przy tym co zostało powiedziane gdy nagle mi przerwano: przepraszam…. czy można? Proszę proszę. Niech się rozbierze i położy.


  • RSS