new-life blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2012

AIDS?

Brak komentarzy

W najmniej oczekiwanym momencie zadzwoniła pani doktor by mi przekazać dobrą i nieco już mniej radosną wiadomość. Musiałem wyglądać śmiesznie z telefonem próbując uśmiechać się i rozmawiać jednocześnie, jakgdyby nic się nie stało a odebrany telefon był niczym innym jak rozmową z dawno niesłyszanym znajomym. Mój poziom CD4 od dawna balansuje na krawędzi i wciąż opada. Lekarka powiedziała że jak na razie będziemy monitorować sytuację ale nie przekonała mnie swoimi zapewnieniami, że jak cos to będziemy działać. Wydusiłem z siebie odpowiedź cedząc przez zęby że nie ma sprawy. Że rozumiem, że to pewnie forma przejściowa, że stres, że kataklizmy na ziemi, że burze na słońcu i ostatnie wybory prezydenckie we Francji. Chciałem jak najszybciej zakończyć tą rozmowę nie czując się na siłach po pierwszy ani jej kontynuować ani minuty dłużej ani też, udawać w pracy że wszystko jest w jak najlepszym porządku podczas, gdy moja twarz mówiła co innego.

Chyba niebezpiecznie zbliżam się do AIDS. Zadaję sobie pytania że przecież nie piję, nie palę, nie używam narkotyków, w miarę zdrowo się odżywiam. Gdzie popełniam błąd. A może w ten sposób… dlaczego życie mnie aż tak bardzo doświadcza…

Do kliniki dotarłem w ostatniej chwili w zasadzie tuż przed jej zamknięciem. Głęboki oddech i podszedłem do rejestracji. Pani uprzejmie mnie przywitała i poprosiła żebym poczekał, że zaraz ktoś po mnie przyjdzie. nie minęło 20 sekund jak pani doktor przyszła i poprosiła mnie do gabinetu. Zapytała się mnie jak się czuję i czy wszystko w porządku. Odparłem że chyba tak i zachowując się jak nastolatek próbujący ukryć coś, co właśnie przeskrobał. Drugi głęboki wdech i się zaczęło. Wyniki… no cóż mogę powiedzieć. Dopóki nie zrobimy dalszych badań, nie będziemy do końca pewni co jest nie tak. Parsknąłem śmiechem udawałem że wszystko to po mnie i tak spływa jak deszcz po szybie i poszliśmy do punktu pobrań materiału do badań. Pielęgniarka zerknęła w moje akta spojrzała na mnie poważnie i wymuszając uśmiech powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Wkłucie. Pierwsza probówka, druga, trzecia, piąta, ósma. Spojrzałem w okno a laborantka powiedziała że to na dzisiaj koniec. Podziękowałem grzecznie i gdy byłem już przy wyjściu dobiegł mnie wołający za mną głos, że jak tylko przyjdą wyniki natychmiast się ze mną skontaktują. Wychodząc z kliniki zaczął padać śnieg. 

Teoretycznie udaję, że mnie to nie dotyczy. Myśl o wynikach badań jak wezbrana fala wróciła do źródła skąd wyszła. Jednak zostawiła po sobie pewien ślad który mocno zakorzeniony nie pozwala zapomnieć. Nie przespałem wczorajszej nocy. Już sam nie wiem która część ciała mnie boli. W desperacji staram się uśmiechać do siebie powtarzając że wszystko będzie dobrze ale jakoś nie mogę zapomnieć miny mojego lekarza przekazującego mi wstępne wyniki. Wiem że nie ja pierwszy i nie ostatni jednak wściekłość i pytania dlaczego, coraz częściej goszczą w mojej głowie mimo że przez dosyć długi czas udawało mi się kontrolować to, co czuję. Jeśli ktoś mi powie że HIV nic nie zmienia, szybciej zakończę konwersację i odejdę w swoją stronę, by nie dać satysfakcji nie tyle osobie która wypowiedziała te słowa ale losowi, który mnie tak doświadczył.

Mam wrażenie że mój czas ostatnio odmierzany jest przez wizyty u lekarzy. Od kliniki do kliniki. Od szpitala do szpitala. Z podejrzeniem nowotworu wysłano mnie na biopsję. Otrzymałem telefon ze szpitala, że zapraszają mnie na rozmowę celem przedstawienia mi wyników. Po wstępnej kurtuazji i wymianie uprzejmości zakręciły mi się łzy w oczach. Poproszono mnie o zgodę na dalsze badania. Nie wiem czy dobrze zrobiłem czy też nie ale wyszedłem z przekonaniem, że już nic gorszego tej wiosny nie może mnie już spotkać. A jednak.


  • RSS