Po dwóch miesiącach chorowania, wreszcie dochoodzę do siebie. Kilka wizyt u lekarza, niezliczona ilość badań i brak jednoznacznej diagnozy. Jakieś infekcje i totalny opad z sił który ustał po wielu tygodniach zmagań. Na powrót się uśmiecham ale nie jest to jeszcze dokładnie to, co było kilka miesięcy temu. Niedługo kolejna wizyta kontrolna i kolejna porcja leków. Przynajmniej wirus nie wyrządza już aż tak wielkiej szkody jak to było kilka lat temu. Przynajmniej jedno co cieszy.