Początek roku przyniósł huśtawkę emocjonalą jak również serie antybiotyków gdyż mój organizm odmówił mi posłuszeństwa. Tabletki i wkłucia uświadomiły mi, że z każdym kolejnym kryzesem może być właśnie tak, jak tego doświadczam w tym miesiącu. Początek roku, początek nowego, początek zadawania sobie niezliczonych pytań o to co dalej. W trudnym momencie zacząłem uciekać w pracę. Jednak już w pracy zaczynają coś podejrzewać że coś jest ze mna nie tak, ponieważ nie wyglądam najlepiej.
W nocy nie mogę zasnąć. Często boli mnie głowa. Lekarz skierował mnie do neurologa i na tomografię. Spojrzał również na wyniki wątroby i z jego twarzy wyczytać możnaby było wiele, i to wiele nie oznaczało nic dobrego. Powiedział, że trzeba monitorować. Pojawiły się jakieś zgrubienia, guzki i że jak na razie nie ma się czym przejmować jednak wiem, że z każdym rokiem będzie podobnie. Raz szybciej, raz wolniej ale będzie. Może i się z tym pogodziłem ale nie stawiłem czoła temu, co się wydarzyło kilka lat temu. Nie jestem jeszcze gotowy, choć niedawno coś we mnie pękło. Czuję, że coś się zaczeło rozlewać po ciele i duszy. Ból, smutek, żal, niepewność ale nie strach. Nie boję się końca. Bardziej przeraża mnie życie w ciągle pogarszającym się zdrowiu niż tym, że kiedyś i tak wszyscy skończymy tak samo.