new-life blog

Twój nowy blog

BYĆ

1 komentarz

Dzisiaj dopadł mnie taki ból głowy a pzy tym nagłe skoki temperatury i myślałem, że zaczyna się jakaś infekcja. Na szczęście to tylko ból głowy i zwykły paracetamol pomógł. Staram się nie myśleć o najgorszym, ale czasami jest to silniejsze ode mnie. Cieszę się jednak, że mam wsparcie w G. Kilka dni temu, po raz pierwszy od czasu gdy dowiedziałem się że jestem pozytywny – staraliśmy się uprawiać sex. Wyszło jak wyszło – nie najlepiej. Wciąż odczuwam ogromny strach i dyskomfort psychiczny. Nadal nie mogę uwierzyć i przyswoić sobie wiadomości która wywarła na mnie ogromne piętno.
A na święta zamiast kolorowych i górnolotnych życzeń, po prostu jedno – żeby być zdrowym.

SPOKÓJ

Brak komentarzy

Zbliżają się święta. Pewnie przejdą jakoś bez emocjonalnie. Nadal przyglądam się sobie w lustrze, i jakoś nadal nie dopuszczam tej wiadomości do siebie. Spoglądam na ludzi w pracy i zastanawiam się, jak oni egzystują. Czy dręczą ich podobne problemy, czy ktoreś z nich też jest nosicielem wirusa HIV? Nie wiem.
Praca pomaga mi się zrelaksować. Zapominam o swoich problemach, choć patrząc w przyszłość, będzie mi tego brakować. I choć wie, że będąc HIV pozytywnym nie trzeba od razu zachorować na AIDS, to jednak pewne wymogi świadectwa zdrowia w mojej firmie nie dopuszczą mnie do dalszej pracy. Czasami czuję się, jakby wiele rzeczy na tym świecie było nie fair.
Narazie odczuwam spokój.

Radość nie trwa zbyt długo, a to wszystko dzięki niewyspaniu. Gdy jestem zmęczony, natychmiast siada mi nastrój. Płakałem.
Zaczynam odczuwać strach… co dalej. Boje się, że coś przegapię. Że nie zdążę w porę do lekarza. Chyba jednak najbardziej boję się, że umrę. Nie boję się śmierci ani umierania. Boję się tego, że mnie zabraknie. Lubię być w akcji. Lubię jak coś się dzieje. Lubię ludzi, przyrodę, zwierzęta. Kocham siebie. Ale gdzieś coś się wytraciło. Jakby przespało moment, w którym walczy ciało. Boję się poddania.

DOBRE WIEŚCI

1 komentarz

W tej całej tej sytuacji, wyniki badań wyszły dobrze. Komórki CD4 są na bardzo wysokim poziomie, a ilość wirusa na dosyć niskim. Prognozuje to bardzo dobrze. Jedyne co muszę zrobić, to dbać o siebie i kontrolować parametry komórek CD4 i ilość wiremii. Wgląda na to, że długo pożyję, z czego bardzo się cieszę.

CZEKANIE

Brak komentarzy

Po wczorajszym względnie dobrym i optymistycznym samopoczuciu, niestety dzisiejszy poranek nie należy do tych, które wprawiają mnie w zachwyt, radość i ogólne poczucie zadowolenia. Możliwe, że przyczyną tego jest niewyspanie, jednak gdzieś w środku dręczy mnie pytanie ‚co dalej?’. Jestem spokojniejszy gdyż wiem, że mogę być zakażony nigdy jednak nie zachowrować na AIDS. Czy ta informacja jest dla mnie pocieszająca? Niewątpliwie tak, ale w dalszym ciągu trudno mi się pogodzić z koniecznością zmiany moich planów życiowych. Potrzebuję trochę czasu by to wszystko ogarnąć, poukładać, przetworzyć, zrozumieć. Nie chcę podejmować decyzji pod wpływem chwili mimo, iż czuję się czasami bardzo bezradny. Teraz czekam na kolejne wyniki badań, które pokażą ilość wirusa we krwi. Mam nadzieję, że będzie ich na tyle mało, że nie bede musiał brać leków a poziom odporności na żółtaczkę wysoki, co będzie równoznaczne tylko z doszczepieniem. Staram się myśleć pozytywnie – ale ironia. Przecież jestem pozytywny. Mam swoje wzloty i upadki. Dziś jest jeden z tych dni, gdy odczuwam smutek bardziej niż w dni, kiedy świeci słońce.

 

POWROTY

Brak komentarzy

Dzisiaj przesiedziałem prawie 3 godziny u terapeutki. Mówiłem, płakałem, mówiłem, płakałem, mówiłem, słuchałem, płakałem. Czuję się znacznie lepiej. Ulżyło mi. Powiedziałem mojej terapeutce, że myślę o samobójstwie. Odparła, że jeśli będę na to gotowy, to wtedy to zrobię. Na co Ja odparłem, że narazie to nie jest miejsce i czas na podjęcie tej próby.
Powoli wraca mi humor. Powoli wraca mi ‚jakaś’ chęć do życia. Wszystko powoli ale nie tak samo jak było.
Gdy myję zęby, nie patrze już w lustro. unikam patrzenia na siebie, chyba w obawie, że zobaczę tam coś, czego podświadomie się obawiam. Leżąc w wannie, przyglądam się uważnie każdemu centymetrowi swojej skóry, próbując zlokalizować wirusa. Czasami mam ochotę sięgnąć po papier ścierny i zeskrobać z siebie ten cały bród. Mam tyle myśli w głowie, że aż trudno mi sprecyzować, która jest najważniejsza. Jednak posłucham rady terapeutki która powtarza, że nie ucieknę przed niczym i nic mi nie ucieknie, że na wszystko przyjdzie pora. I że mam mnóstwo czasu. Tylko mam nigdzie się nie spieszyć.

Dzisiaj już lepiej się trzymam. Jednak na każdy ból w ciele lub złe samopoczucie wpadam w panikę, że to już objawy HIV. Moja terapeutka mówiła, że do tego czasu jeszcze trochę mi brakuje, ale nie co dzień człowiek dowiaduje się, że jest zakażony HIV.
Dzisiaj zadzwoniłem do mojego najlepszego Przyjaciela i powiedziałem jemu, że jestem pozytywny. Bardzo się zmartwił ale dodał, że to niczego nie zmienia w naszych relacjach, że i tak mnie kocha i nie zamierza niczego zmieniać. Muszę przyznać, że mocno mnie podbudował. Powiedział również, że mam wokół siebie osoby które mnie kochają i którym na mnie zależy.
Zaczynam odczuwać strach.

NEW LIFE

Brak komentarzy

Właśnie mija 30 godzin od chwili, kiedy dowiedziałem się, że jestem zarażony wirusem HIV. Trudno mi było uwierzyć w widniejący na papierze wynik.
Nerwowe szukanie w pamięci kiedy, jak gdzie i co? Liczba wirusów wskazuje, że do zakażenia doszło w ciągu kilku ostatnich tygodni. I nagle przerażenie. Jeśli to prawda, do zakażenia doszło w gabinecie dentystycznym.
Nie przespałem pół nocy. Budziłem się co chwila z myślą: jak szybko i skutecznie popełnić samobójstwo.
Co jakiś czas popłakuje sobie. Mam 30 lat i plany na życie. Nagle, jakby wszystko straciło sens. Nie boję się tego że umrę. Nie boję się umierania. Kiedy terapeutka tłumaczyła mi co i jak, Ja skwitowałem to jednym zdaniem: shit happens. A ona przytaknęła, że miałem pecha. Bo praktycznie, w taki sposób – w gabinecie dentystycznym, dzisiaj już nie dochodzi do zakażeń.
Moje dzieci nic nie wiedzą. Córka przychodzi do mnie i mówi, że mam się nie dać. Że niedługo wyzdrowieje. Wtedy łzy napływają mi do oczu.
Jeszcze do mnie nie dotarło, że jestem pozytywny.


  • RSS