new-life blog

Twój nowy blog

Dopadło mnie przeziębienie. Kuruję się ibuprofenem i wcieram w siebie Vickvapo rub. Pomaga. Dodatkowo witaminy i pastylka rutinoscorbinu. Przytyłem. Zaokrąglam się na twarzy. No tak. Seksu już nie uprawiam, więc nie spalam tłuszczu. Boję się, by nie była to zapowiedź nadchodzącego końca. Wiem że jak ludzie w chorobie nagle tyją, to potem nagle też umierają. Przeraża mnie koniec.

NOWY

2 komentarzy
2008

Dopadł mnie ból głowy. Coś w rodzaju lekkiej gorączki. Wpadłem w panikę, że mój organizm może sobie nie poradzić z przeziębieniem. Jednak okazało się że był to ból migrenowy. Odetchnąłem z ulgą. Powoli szykuję się do sylwestra. W pracy organizują imprezę. Pójdę popatrzyć i postaram się odprężyć. Teraz tego potrzebuję. I spokoju. Muszę poskładać swoje myśli.

COŚ

Brak komentarzy

W mojej pracy chyba się wściekli. Od kilku dni puszczają piosenki zespołu Queen. Brak słów, by skomentować to, co właśnie czuje. On umarł mimo, że miał pieniądze, za które mógł kupić leki. Na szczęście, Ja ich nie potrzebuje. Mam nadzieję, że wkrótce wynajdą lekarstwo.

BYĆ

1 komentarz

Dzisiaj dopadł mnie taki ból głowy a pzy tym nagłe skoki temperatury i myślałem, że zaczyna się jakaś infekcja. Na szczęście to tylko ból głowy i zwykły paracetamol pomógł. Staram się nie myśleć o najgorszym, ale czasami jest to silniejsze ode mnie. Cieszę się jednak, że mam wsparcie w G. Kilka dni temu, po raz pierwszy od czasu gdy dowiedziałem się że jestem pozytywny – staraliśmy się uprawiać sex. Wyszło jak wyszło – nie najlepiej. Wciąż odczuwam ogromny strach i dyskomfort psychiczny. Nadal nie mogę uwierzyć i przyswoić sobie wiadomości która wywarła na mnie ogromne piętno.
A na święta zamiast kolorowych i górnolotnych życzeń, po prostu jedno – żeby być zdrowym.

SPOKÓJ

Brak komentarzy

Zbliżają się święta. Pewnie przejdą jakoś bez emocjonalnie. Nadal przyglądam się sobie w lustrze, i jakoś nadal nie dopuszczam tej wiadomości do siebie. Spoglądam na ludzi w pracy i zastanawiam się, jak oni egzystują. Czy dręczą ich podobne problemy, czy ktoreś z nich też jest nosicielem wirusa HIV? Nie wiem.
Praca pomaga mi się zrelaksować. Zapominam o swoich problemach, choć patrząc w przyszłość, będzie mi tego brakować. I choć wie, że będąc HIV pozytywnym nie trzeba od razu zachorować na AIDS, to jednak pewne wymogi świadectwa zdrowia w mojej firmie nie dopuszczą mnie do dalszej pracy. Czasami czuję się, jakby wiele rzeczy na tym świecie było nie fair.
Narazie odczuwam spokój.

Radość nie trwa zbyt długo, a to wszystko dzięki niewyspaniu. Gdy jestem zmęczony, natychmiast siada mi nastrój. Płakałem.
Zaczynam odczuwać strach… co dalej. Boje się, że coś przegapię. Że nie zdążę w porę do lekarza. Chyba jednak najbardziej boję się, że umrę. Nie boję się śmierci ani umierania. Boję się tego, że mnie zabraknie. Lubię być w akcji. Lubię jak coś się dzieje. Lubię ludzi, przyrodę, zwierzęta. Kocham siebie. Ale gdzieś coś się wytraciło. Jakby przespało moment, w którym walczy ciało. Boję się poddania.

DOBRE WIEŚCI

1 komentarz

W tej całej tej sytuacji, wyniki badań wyszły dobrze. Komórki CD4 są na bardzo wysokim poziomie, a ilość wirusa na dosyć niskim. Prognozuje to bardzo dobrze. Jedyne co muszę zrobić, to dbać o siebie i kontrolować parametry komórek CD4 i ilość wiremii. Wgląda na to, że długo pożyję, z czego bardzo się cieszę.

CZEKANIE

Brak komentarzy

Po wczorajszym względnie dobrym i optymistycznym samopoczuciu, niestety dzisiejszy poranek nie należy do tych, które wprawiają mnie w zachwyt, radość i ogólne poczucie zadowolenia. Możliwe, że przyczyną tego jest niewyspanie, jednak gdzieś w środku dręczy mnie pytanie ‚co dalej?’. Jestem spokojniejszy gdyż wiem, że mogę być zakażony nigdy jednak nie zachowrować na AIDS. Czy ta informacja jest dla mnie pocieszająca? Niewątpliwie tak, ale w dalszym ciągu trudno mi się pogodzić z koniecznością zmiany moich planów życiowych. Potrzebuję trochę czasu by to wszystko ogarnąć, poukładać, przetworzyć, zrozumieć. Nie chcę podejmować decyzji pod wpływem chwili mimo, iż czuję się czasami bardzo bezradny. Teraz czekam na kolejne wyniki badań, które pokażą ilość wirusa we krwi. Mam nadzieję, że będzie ich na tyle mało, że nie bede musiał brać leków a poziom odporności na żółtaczkę wysoki, co będzie równoznaczne tylko z doszczepieniem. Staram się myśleć pozytywnie – ale ironia. Przecież jestem pozytywny. Mam swoje wzloty i upadki. Dziś jest jeden z tych dni, gdy odczuwam smutek bardziej niż w dni, kiedy świeci słońce.

 

POWROTY

Brak komentarzy

Dzisiaj przesiedziałem prawie 3 godziny u terapeutki. Mówiłem, płakałem, mówiłem, płakałem, mówiłem, słuchałem, płakałem. Czuję się znacznie lepiej. Ulżyło mi. Powiedziałem mojej terapeutce, że myślę o samobójstwie. Odparła, że jeśli będę na to gotowy, to wtedy to zrobię. Na co Ja odparłem, że narazie to nie jest miejsce i czas na podjęcie tej próby.
Powoli wraca mi humor. Powoli wraca mi ‚jakaś’ chęć do życia. Wszystko powoli ale nie tak samo jak było.
Gdy myję zęby, nie patrze już w lustro. unikam patrzenia na siebie, chyba w obawie, że zobaczę tam coś, czego podświadomie się obawiam. Leżąc w wannie, przyglądam się uważnie każdemu centymetrowi swojej skóry, próbując zlokalizować wirusa. Czasami mam ochotę sięgnąć po papier ścierny i zeskrobać z siebie ten cały bród. Mam tyle myśli w głowie, że aż trudno mi sprecyzować, która jest najważniejsza. Jednak posłucham rady terapeutki która powtarza, że nie ucieknę przed niczym i nic mi nie ucieknie, że na wszystko przyjdzie pora. I że mam mnóstwo czasu. Tylko mam nigdzie się nie spieszyć.


  • RSS